• Bez kategorii
  • 2

Rozbiegana Niedziela.

Okiem debiutantki: relacjonuje Emilka. 30.08.2015 po raz pierwszy w życiu stanęłam na starcie półmaratonu. Na swój debiut wybrałam BMW Półmaraton Praski, a decyzję o udziale w biegu na tym dystansie podjęłam dokładnie miesiąc wcześniej. W głowie miałam wiele wątpliwości, bo dotychczas start na 10 km był dla mnie nie lada wyzwaniem. Ale dlaczego nie spróbować spełnić swojego marzenia -przecież nic nie tracę, a mogę tylko zyskać – radość z pokonanych 21km 97m i wiarę, że mogę więcej, jeżeli tylko uwierzę w swoje możliwości. Pogoda niestety nie sprzyjała, było gorąco, słońce już przed startem dawało się we znaki. Trener dał nam prostą radę na ten bieg – „(…) zaryzykować, spróbować, zagrać va banque! (…)”, której moi bardziej doświadczeni koledzy z grupy posłuchali, ale ja wolałam posłuchać swojego organizmu, który mówił mi „zacznij spokojnie, bo inaczej bieg szybko się dla Ciebie skończy”. Wystartowałam spokojniej, około minutę wolniej na kilometr niż przy krótkich biegach na 5 km. I całe szczęście 🙂 Do ok. 11 km biegło mi się super, wręcz nogi same mnie niosły a uśmiech nie schodził z twarzy. Grupy, które umilały biegaczom czas swoją muzyką mi osobiście bardzo pomagały, a czasami miałam ochotę do nich podbiec i odtańczyć jakiś taniec radości, że jestem tu gdzie jestem 🙂  Niestety po 11 km prażące słońce, długa nudna prosta zaczynały wygrywać z moim entuzjazmem. Całe szczęście, że na trasie było bardzo dużo punktów z wodą, którą chętnie piłam, i którą obficie się polewałam, co pomagało mi przetrwać kolejne 2-3 km. Były chwile, że chciałam się poddać, ale wtedy (zazwyczaj na nawrotkach) słyszałam jakiś głos, który mnie woła, a zaraz potem widziałam jakąś znajomą uśmiechniętą twarz – to kolejny plus takiej grupy jak Rozbiegany Sulejówek, gdzie wszyscy niesamowicie się wspierają. Siły dodawali mi również kibice, a niektórych mijałam nawet kilkakrotnie wzdłuż trasy i takie wsparcie z ich strony było też bardzo cenne. Półmaraton to już dystans, który budzi we mnie respekt. Jeszcze większego szacunku do tak długiego biegu nabrałam widząc kilka sytuacji, w których ratownicy medyczni mieli naprawdę pełne ręce roboty, a karetki ciągle kursowały na sygnale między biegaczami. Na ostatniej prostej, dzięki dopingowi naszych koleżanek z grupy Marty i Magdaleny, które nie zdecydowały się na udział w biegu, dostałam skrzydeł i popędziłam co sił w nogach do mety. 11952893_1046522932027534_3889166436119937521_o

(C) Marta Lemieszka

A po przekroczeniu której zaraz zobaczyłam uśmiechniętych Marcina, Andrzeja, Ewę i Kasię, dzięki którym od razu zapomniałam ile wysiłku kosztował mnie ten bieg, po prostu cieszyłam się, że pokonałam swoje słabości i spełniłam kolejne biegowe marzenie. 11953095_739524659489648_6590091763098231716_n

(C) Emilia Oziębło-Zaręba

Spojrzenie doświadczonego biegacza: relacja Piotra. Do końca nie byłem przekonany jak biec. Cisnąć, czy przebiec się rekreacyjnie. W głębi serca bardzo chciałem pobić swój dotychczasowy rekord życiowy i to był mój scenariusz podstawowy. Jednak ciągle aktywna kontuzja (zapalenia okostnej prawej piszczeli) powodowała wahanie…. Ale w dzień startu już nie było alternatywy – atmosfera przygotowań, poranne rytuały – głowa automatycznie przełączyła się w tryb rywalizacji z czasem i własnymi słabościami. Więc jedziemy! Przyjechałem (wraz z kilkoma porannymi ptaszkami) trochę wcześniej niż reszta grupy. Do startu było około 1.5 godziny. Pierwsze zaskoczenie – bardzo duże miasteczko biegowe położone malowniczo na terenie Parku Skaryszewskiego. Wchodziliśmy do niego trasą końcówki biegu, która prowadziła z ulicy Zielenieckiej w dół – w kierunku parku właśnie. Coś pięknego! Od razu zacząłem wizualizować sobie mocny finisz w tym miejscu. No żal byłoby nie dać z siebie wszystkiego. Organizator przemyślał wiele…. poza przebieralniami 😉 Były ascetycznie małe jak na planowanych około 7000 biegaczy. O tej godzinie na szczęście było pusto, więc szybko przebraliśmy się w docelowe stroje biegowe, a nadbagażu pozbyliśmy się w depozycie. Potem sprawy potoczyły się już bardzo szybko. Dojechała reszta Rozbieganego, chwilę porozmawialiśmy i udałem się do stref startowych. 11895040_1046522538694240_6522307091519069062_o

(C) Marta Lemieszka

Ja już tak mam, że lubię pokoncentrować się w samotności. Krótka rozgrzewka: rozruszanie stawów, rozciąganie, kilka przebieżek. Potem już tylko ustawianie głowy. To jest ten moment, w którym już na sto procent byłem pewien co robić. Biec po nowy rekord, biec po złamanie kolejnej 'magicznej’ bariery. Biegło się naprawdę rewelacyjnie. Ja osobiście jestem fanem tego typu tras. Prosto, twardo, bez niespodzianek. Powiem więcej – dla mnie mogłoby nawet być jeszcze mniej kręto 😉 Jak już Emi wspomniała, na trasie było kilka miejsc, w których zagrzewały nas do walki zespoły muzyczne. To robiło bardzo sympatyczną atmosferę, tym bardziej, że kibiców niestety było jak na lekarstwo. Poza metą, gdzie było ich sporo, na trasie były to dość nieliczne grupki. Ale niedziela, wczesna pora – sprawa wytłumaczalna 🙂 Wracając do biegu – postanowienie miałem dość proste – biegnę w miarę równym tempem (okolice 4:15-4:18) i wykorzystuję okazje do przyspieszania i budowania niższego tempa średniego. Plan okazał się być strzałem w dziesiątkę – nie 'spaliłem’ się na początku, tylko z każdym kilometrem, wraz z rozkręcaniem się organizmu, nabierałem wręcz świeżości. Od 13-tego kilometra miałem wrażenie, że frunę. Jeszcze jak minąłem nasze ukochane koleżanki z Rozbieganego, które kibicowały biegnącej ekipie (Martę i Magdę), to już w ogóle byłem rozkręcony na maksa. Właściwie nie tylko trzymałem tempo ale i przyspieszałem. A na 18-stym kilometrze starczyło mi siły, żeby przybić w biegu piątkę ze wszystkimi cheerleaderkami 😉 Ostatni kilometr to finisz w tempie 3:54, a ostry finisz przed metą (ten fajny zbieg do parku) to 2:47 min/km! Plan wykonałem, 1:30 połamana (1:29:08). A na mecie w sumie nawet nie czułem większego zmęczenia. To dla mnie bardzo ważna lekcja, jak istotne jest rozsądne zaplanowanie biegu. Wtedy nawet aura nie musi być straszna. Co do logistyki – bardzo poprawiła się sytuacja z punktami nawadniania. W zeszłym roku biegacze od połowy stawki w tył praktycznie nie mieli dostępu do wody! (dopijali porozrzucane po poprzednikach butelki – tak było!) W tym roku wody było naprawdę dużo. Do tego izotoniki, banany i cukier. Z relacji wynika, że nikomu niczego nie zabrakło. Wolontariusze byli sprawni i reagowali nawet na niestandardowe potrzeby (ja na przykład prosiłem o oblewanie, a nie podawanie kubeczków). Sama meta była bajeczna. Wiem, że miałem przywilej finiszowania w komfortowych warunkach – bez tłumu i bez karetek zbierających tych, którzy przecenili swoje możliwości. Ale myślę, że tak obiektywnie każdy może potwierdzić – położenie mety oraz trybuny z kibicami tworzyły naprawdę wyjątkową oprawę. Ja w każdym bądź razie bardzo fajnie wspominam atmosferę końca biegu. Ale najfajniejsze było to, że po wszystkim można było na gorąco podzielić się wrażeniami z przyjaciółmi z Rozbieganego Sulejówka. Kochani – to Wy dajecie mi dodatkowego kopa to tego, żeby wyciskać z siebie wszystko. Dziękuję!!! 11028347_1046523685360792_7246670033012834219_o

(C) Marta Lemieszka


W BMW Półmaraton Praski brała udział naprawdę zacna ekipa z Rozbieganego Sulejówka. Poniżej znajdziecie wyniki całej naszej grupy (zajęliśmy jako drużyna 16-ste miejsce na 102 startujące składy!!!). Bardzo, bardzo serdecznie gratuluję wszystkim, którzy ukończyli ten naprawdę wymagający dystans. Szczególnie gorące wyrazy uznania dla naszych debiutantek i debiutantów – kochani – możecie WSZYSTKO!!! Piotrek Zrzut ekranu 2015-08-31 o 23.34.31
Maciek o swoim starcie w Częstochowie: 11986378_442582922592685_8588905203207900241_nW niedzielę moje drogi skierowały się w stronę Częstochowy na XIV Memoriał A.Szymy i A.Ociepy zaliczany do Lekkoatletycznego Pucharu Polski. Po okresie przygotowawczym i obozach postawiliśmy z trenerem na 400 metrowe lekkie przetarcie. Niestety organizator mocno nas zaskoczy ł programem minutowym i ustawieniem mojego dystansu jako przedostatniej konkurencji memoriału. Długie i żmudne oczekiwania mnie zabijają i niestety po części było i tym razem (blisko 4 godziny). Rozstawiony w drugiej serii z najlepszym czasem i moim ulubionym 3 torem! Bajka! Szybka i dynamiczna rozgrzewka i marsz na start. Zdążyłem założyć koszulkę klubową i musiałem zaraz ją ściągać, bo o dziwo okazało się, że zawodnik z pierwszej serii nie ma dwóch numerów( przód i tył) i sędzia nie dopuszcza go do startu. Niewiele myśląc ściągam koszulkę i zagrzewam chłopaka do walki( jak się okazało zwyciężył na 400m). Sam mój bieg, niestety za wolny początek nie dał uzyskać dobrego wyniku ale walka na ostatniej prostej i zwycięstwo w serii z Sezon Best`em i 4 czasem na memoriale mnie i trenera satysfakcjonuje. Jednak stara zasada „mocne 300 daje wynik” po raz kolejny się sprawdza. Mimo wszystko jestem zadowolony ze startu. Czuć moc! W Warszawie będzie jeszcze lepiej! Z Waszych wyników Półmaratonu jestem zadowolony i gratuluje Wszystkim!!!

]]>

2 komentarze

  1. madalena pisze:

    Kibicowanie takiej ekipie to sama przyjemność! Z Martą która też kibicowała z samych sił, robiła zdjęcia, a na koniec jeszcze ratowała mdlejącego biegacza. Kochani – jestem dumna, że mogę z Wami trenować!
    Maciej – na zawodach w Warszawie tez postaramy się zrobić Ci piękną strefę kibica – tylko gdzie wolisz? Na Orle, czy na AWF-ie? Na obu raczej nie damy rady być…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *