• Bez kategorii
  • 4

Wszystko jest realne – wywiad z Trenerem

xxx   Z Maciejem Czyżem rozmawia Krzysztof Maciejewski z Rozbieganego Sulejówka   Rozbiegany Sulejówek: Czy dwa lata temu – gdy Rozbiegany był na samym początku – wierzyłeś, że to się tak pięknie rozwinie? Maciej Czyż: Nie, zdecydowanie nie. Prawdę mówiąc, nie miałem wtedy żadnych oczekiwań. Jeżeli już, to sądziłem raczej, że cały pomysł nie wypali. Pamiętam, że wówczas, wiele miesięcy temu, chodziło mi tylko o to, by urozmaicić swoje samotne trenowanie jakimiś kontaktami z grupą, a wkrótce wszystko tak się rozrosło, że zarówno własne, jak i grupowe  treningi musiałem robić… oddzielnie . Ale naprawdę zaskoczyło mnie to, że tak szybko powstanie grupka dobrych znajomych i przyjaciół.   RS: O tym już trochę wiemy 🙂 A co Ci daje Rozbiegany Sulejówek teraz? MC: Czuję, że muszę to robić, bo ma to głębszy cel. Nie chcę powiedzieć, że to jakiś przykry obowiązek, raczej jakaś rzecz niezmienna i mocno zakorzeniona w moim życiu. Wpisana na dobre w mój grafik i nie zamierzam z niej rezygnować. Nawet jeżeli wyjeżdżam gdzieś na kilka dni, to próbuję znaleźć zastępstwo.  Ta grupa jest moim motorem i napędem, dzięki niej rozwijam skrzydła. Tym bardziej, że pomagamy sobie nawzajem. No i oczywiście satysfakcja.   RS: A może trochę obciążenie? Bo zastanawiam się nad tym Twoim grafikiem: nocami jeździsz na taksówce, nadal studiujesz, trenujesz z Rozbieganym Sulejówkiem i z Herkulesem… A kiedy masz czas na życie prywatne? MC: Kiedyś trener powiedział mi, że lekkoatletyka nauczy mnie planowania czasu. I miał rację, wszystko da się zmieścić. Powiedziałbym, że dawno nie miałem tak bardzo bujnego życia towarzyskiego, jak ostatnio. Moja praca daje mi dużą elastyczność. Trzeba tylko chcieć to wykorzystać.   RS: Ponad rok temu zwierzyłeś się, że chcesz reaktywować sekcję biegową dla dzieci. Widziałem Twoich podopiecznych już na kilku biegach w bardzo licznej ekipie. No to opowiedz trochę o „Herkulesie”… MC: To był mój główny cel w mijającym roku. Coś, czemu poświęcam się bez reszty – moje oczko w głowie. Dzieciaki mają naprawdę wielkie serca i wielkie chęci, by biegać. To kontynuacja starych i dobrych tradycji sportowych w Sulejówku. Ale nie robię tego sam, mam dokoła ludzi, którzy mi pomagają. x RS: Ile jest dzieci w sekcji? MC: Dwadzieścia sześcioro, z czego na każdym treningu osiemnaścioro albo i więcej. Przy czym reprezentują oni różne poziomy i kategorie wiekowe. Najwięcej jest uczniów podstawówek, ale mam też kilkoro gimnazjalistów i jednego licealistę. Staram się być dla nich dobrym przykładem i uczyć nie tylko biegania, ale i życia. Sportowcy czasami przeklinają, szczególnie piłkarze, ale ja bardzo pilnuję, by moi podopieczni nie używali brzydkich wyrazów, bo lekkoatlecie pewnych rzeczy nie wypada.   RS: Czyli jesteś wzorcem? MC: Czasami prawie do przesady. Kiedyś robiłem trening w Mińsku dla grupy dzieciaków, a równolegle wykonywałem własne ćwiczenia wytrzymałościowe. Nie oszczędzałem się, więc pod koniec treningu musiałem na kolanach iść do toalety. Potem zacząłem te swoje pociechy przepraszać, że były świadkami tej mojej niedyspozycji. Tymczasem one powiedziały, że kiedyś też będą chciały tak mocno trenować… I nie odpuszczać.   RS: I znać swój organizm… MC: Kiedyś byłem na zgrupowaniu w Beskidach i pewnego dnia mieliśmy marszobieg po górach, jakieś 30 kilometrów. W pewnym momencie, już pod sam koniec, gdy zbiegaliśmy z Klimczoka i już mieliśmy wracać, ja poczułem nieodpartą potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego. Było to tak silne uwarunkowanie, że najpierw zbiegłem do schroniska pośredniego, potem kupiłem dwa batony, które zjadłem jeszcze przy ladzie, po czym zdążyłem nawet dopędzić resztę grupy przed przystankiem autobusowym.   RS: A pamiętasz życiówki swoich zawodników?? 😉 MC: Zdecydowanej większości, ale trzeba pamiętać, że – zwłaszcza u najmłodszych – rekordy życiowe bije się przy okazji każdego startu. Dopiero u starszych pojawia się jakaś przewidywalność i powtarzalność.   RS: Ty też pobiłeś kilka „życiówek” w tym sezonie. Jak go oceniasz? MC: Zadowolenia nie było, bo nie udało mi się spełnić założeń, które postawiłem sobie przed sezonem. Było za to pewnie zdziwienie, bo niektóre wyniki naprawdę mnie zaskoczyły. Chodzi mi zwłaszcza o pobicie dziewięcioletniego rekordu na 100 m. Ale na dystansie, który jest moim koronnym, czegoś zabrakło. Myślę, że fizycznie byłem przygotowany bardzo dobrze, ale coś nie zagrało w głowie. Ale i tak zrobiłem „życiówki” na każdym z dystansów, na którym startowałem. Wprawdzie paru setnych sekundy zabrakło do pełnego sukcesu, ale to też motywacja do dalszego wysiłku. Póki będzie siła i zdrowie. xxxx RS: Plotki mówią, że porzucisz krótkie dystanse dla biegów nieco dłuższych… MC: To tylko i wyłącznie plotki. Moją dyscypliną jest i będzie 400 metrów. Chociaż różnie mówią o tym akurat biegu – że jest zabójczy, że jest dla ludzi ograniczonych umysłowo – bo w trakcie nie wolno za dużo myśleć, gdyż wtedy się przegrywa. Przy tym dystansie pojawiają się raczej tylko negatywne myśli, a nie pozytywne… Dlatego też ostatnio przebiegłem 10 km – bardziej, by sprawdzić samego siebie, by zobaczyć, jak to jest. Miałem wcześniej tylko wiedzę czysto teoretyczną, rozpisywałem ludziom treningi, a sam nigdy nie próbowałem zmierzyć się z tym dystansem. Decyzję podjąłem zresztą w trakcie rozbiegania – przyszło mi do głowy, że skoro przebiegłem 5 km, to pobiegnę sobie dalej, zwłaszcza że trochę źle wymierzyłem trasę. Potem zrobiło się nagle 8 km i wtedy stwierdziłem, że jeszcze dołożę te brakujące dwa. To tylko dowodzi czegoś, co zauważyłem u siebie niedawno – gdy biegam sam, przychodzą mi do głowy naprawdę dziwne pomysły. Taki stadion lekkoatletyczny w Sulejówku na przykład…   RS: Ooo, powiedz coś więcej! MC: Taki obiekt mógłby powstać koło Victorii – ja już nawet chodziłem z miarką, by sprawdzić, czy się zmieści. Jestem zadowolony ze współpracy z klubami, a zwłaszcza z Victorią Sulejówek –  i być może uda się pewne idee przeforsować. Wiem, że inwestor ma w planach budowę kolejnego stadionu piłkarskiego – a jeżeli uda się go nakłonić do tego, by otoczyć ten stadion bieżnią? To kwestia odpowiedniego projektu, znalezienia właściwego funduszu europejskiego (tak powstał stadion w Mińsku Mazowieckim). A jeżeli to nie wyjdzie, to może przynajmniej półwiraż sprinterski? Wszystko jest realne, wymaga być może jakiejś werbalnej presji z naszej strony.   RS: A co z nieco bliższą przyszłością? MC: Najbliższym celem są starty w hali – sezon rusza w styczniu, a ja już od dawna nie biegałem pod dachem. Myślę też wciąż nad cyklem biegów przełajowych w Sulejówku na poligonie – jeżeli czas i budżet na to pozwolą. Wcześniej zapewne uda się zrobić ścieżkę biegową po Gliniankach. No i oczywiście treningi będą się odbywały, jak zawsze. W Herkulesie chciałbym z kolei zrobić galę na zakończenie sezonu i połączyć to z jakąś integracją z Rozbieganym Sulejówkiem. Cele dla biegającej młodzieży na nadchodzący rok  są ambitne – chcę, by przedstawiciele każdej grupy wiekowej wystartowali na mistrzostwach Polski. W mijającym roku mieliśmy troje reprezentantów, w przyszłym powinno być znacznie więcej. Mam także nadzieję, że sukcesy sekcji lekkoatletycznej zmienią nieco podejście niektórych osób do sprawy i być może uda się zbudować wreszcie podstawowe zaplecze. Jedna z dziewczynek jest już w pierwszej dziesiątce na 600 metrów w Polsce. Ale potencjał mają wszyscy i będę się starał, aby został on wykorzystany. 6x RS: I tego wszystkiego Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.]]>

4 komentarze

  1. malgos7 pisze:

    SUPER TRENER… To wzór do naśladowania nie tylko dla młodzieży, niejeden z nas (tej ciut starszej młodzieży) może się uczyć od Maćka dyscypliny, samozaparcia, wiary w innych no i wytrwałości…

  2. Ciut starsza młodzież podpisuje się pod opinią koleżanki ;-p

  3. MichałS. pisze:

    Mądrego to i przyjemnie poczytać 😉

  4. Hubert pisze:

    Pan Maciek jest Super Trenerem i rozwija takich zawodników na wysokim poziomie głównie juniorów takich jak Bartosz Makos i Julia Bielawska to oni mogła zrobić niezłą karierę.
    Ja też trenowałem u pana Maćka ale przerwała mi poważna i ciężka kontuzja ,którą bardzo przeżyłem psychicznie i fizycznie i postanowiłem zakończyć klubową karierę w Herkulesie Sulejówek po 4 miesiącach swojej przygody.
    Pozdrawiam Hubert Trąbiński uczeń klasy 2 b Gimnazjum nr 3 (ZS2)w Sulejówku z oddziałami integracyjnymi i były zawodnik UKS-u Herkules Sulejówek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *