26 Bieg Powstania Warszawskiego

drużyna 24 lipca br. odbył się 26 Bieg Powstania Warszawskiego. Zawodnicy z Rozbieganego Sulejówka oczywiście stanęli na jego starcie. Przed biegiem głównym odbył się Bieg PAST-y upamiętniający zdobycie tego budynku w czasie walk powstańczych. W tym biegu reprezentowali nas: Dorota Jarzębska, Mariusz Jarzębski, Andrzej Fabisiak i Marcin Leśniak z synem Kubą na ręku. Bieg nie trwa długo – zaledwie kilkadziesiąt sekund, ale za to wymaga nie lada hartu ducha – bo to przecież bieg po schodach, non stop pod górę! PastaMarcin Pasta                 A wieczorem blisko 10 tysięcy biegaczy zmierzyło się z dystansem 10 kilometrów. Oprawa biegu była wyjątkowa: przed biegiem odśpiewano Rotę, na trasie nie zabrakło pieśni powstańczych, odgłosów walk i nalotów oraz grup rekonstrukcyjnych przebranych w szaroszeregowe panterki. Dodatkowo każdy z uczestników otrzymał w pakiecie startowym biało-czerwoną opaskę którą założył – na wzór żołnierzy Polski Podziemnej – na ramię. Bieg oczami jego uczestników: Aneta Mikulska: W biegu Powstania Warszawskiego po raz pierwszy startowałam trzy lata temu, gdy zaczynałam swoją przygodę z bieganiem. Przebiegłam wtedy 5 km w czasie 32 min 17 s. W kolejnych latach udział w biegu uniemożliwiały mi wyjazdy wakacyjne. Stąd też w tym roku – nie wahałam się ani chwili, czy biec czy nie. Ale, żeby nie było łatwo, postanowiłam nieco podnieść sobie poprzeczkę, czyli zrobić życiówkę. Nie byłoby takiego wyniku, gdyby nie Marcin Leśniak, który zaproponował, że poprowadzi mnie na czas poniżej 49 min. Chęć biegu na taki czas i w naszym towarzystwie zadeklarowała też Agnieszka Nawrot, a w dniu biegu okazało się, że w „naszym tempie” biegnie też Leszek Bielawski. Nie ukrywam, że było to wyzwanie, bo bieganie 1 km poniżej 5 min to nadal dla mnie bardzo szybko. 5-6 km dam radę, ale co dalej, jak utrzymać to tempo – tu miałam obawy, czy mi po prostu nie zabraknie siły. Chłopaki biegli bardzo równo, musiałam im tylko dotrzymać kroku. Najgorszym odcinkiem okazał się tunel na Wisłostradzie (6-7 km), gdzie już pod koniec było strasznie duszno. A najtrudniejsze było ostanie 500 m, po podbiegu. Tu nie dałam rady biec na maksa, choć meta była tak blisko i normalnie „zrywam się” do szybkiego biegu… Ostatnią prostą przebiegliśmy trzymając się za ręce, które podnieśliśmy w górę przy przekraczaniu mety. Udało się! Czas 48 min 51 s. Dzięki Marcin za każde słowo wsparcia, że jest dobrze, że trzymam tempo, że równo biegnę – ten bieg był dla mnie dużym wyzwaniem. Dzięki Agnieszka za pozytywną energię i wsparcie na ostatnich metrach, gdzie z uśmiechem na ustach mówiłaś: damy radę! Dzięki Leszek za to, że z nami biegłeś! Dzięki WSZYSTKIM z Rozbieganego, którzy biegli tego dnia – za wspólną podróż na start i powrót po biegu, za uśmiechy, żarty i ogromną dawkę pozytywnej energii. Bardzo się cieszę, że do Was trafiłam i że razem z Wami mogę dzielić swoją pasję. Agnieszka Nawrot: Świetna atmosfera biegu. I nie będę się tu rozpisywać może nad wzniosłością samego przesłania Biegu Powstania, choć ścieżka zniczy na chodniku zatrzymała mnie na chwilę i uśmiech Starszego Pana Kombatanta też rozczulił mi serce. To takie warte pomyślenia i zapamiętania. A wracając do mojego dnia, to było mi niebiesko: najpierw Edyta zadbała o to, bym wsiadła do odpowiedniej SKMki, potem ten czas z naszą niebieską grupą i poczuciem, że każdy z nas tu fajnie pasuje, potem sesja zdjęciowa – oczywiście niebieska i rozgrzewka – poprowadzona przez niebieskich kolegów, zgodnie z tym co trener każe. No i start. Ruszyliśmy wspólnie w 6 osób. Mateusz z Martą bardzo się rozpędzili i ja za nimi, dosłownie krok w krok. I tu korzystając z okazji – oficjalnie, na piśmie – Przepraszam Mati za „skrobanie marchewek”, wiem, że po pierwszych pięciu obiecałam, że już więcej nie będę… i obietnicy nie dotrzymałam. Ale biegło mi się z Wami super! A jak jeszcze usłyszałam dopingujących Magdę i Krzyśka, to Karową dosłownie przefrunęłam. Mateusz co jakiś czas, nawet dość często, pytał czy wciąż się trzymamy. No niestety, trzymałam się do czasu. Tempo Młodego-Szybkiego i Długonogiej Gazeli mnie przerosło. Kiedy tak sobie już sama biegłam, po dwóch moich stronach pojawili się Leszek i Marcin. Obaj wyglądali jakby dopiero co wystartowali. Marcin z uśmiechem od ucha do ucha dopingował jeszcze Anetę, która … miała ze sobą wodę – czyli coś o czym marzyłam od ponad dwóch kilometrów. Na moje pytanie czy da mi wody, odpowiedziała „za ile ?” ..ożeż, tak mi się chciało pić, że byłam gotowa oddać jej połowę swojego majątku… ale całe szczęście okazało się, że się przesłyszała. Uff, byłam uratowana, łyk wody i motywacja z dwóch stron – czyli dobiegnę! Dobiegłam i to jak! Razem, we czwórkę na metę. Aneta ze swoją życiówką (Jeszcze raz Ci bardzo przebardzo Gratuluję – to jest Dziewczyna! Tak chciała i tak zrobiła!). Obie zmęczone ale przeszczęśliwe. A Leszek i Marcin – zero zmęczenia i przede wszystkim zero rozczarowania, że to nie ich życiówka i taka prawdziwa szczerość z dobrze wykonanego biegu. Bardzo Wam dziękuję i za super czas w biegu i za wiarę, że ludzie są tacy dla innych ludzi. Dziękuję cała Niebieska Grupo za naprawdę udany, wspólny sobotni wieczór! Piotr Bułka (oficjalny pacemaker biegu na 42:30): Dla mnie Bieg Powstania Warszawskiego był pierwszym spotkaniem z zającowaniem „grupowym”. Miałem już okazję kilkukrotnie być pacemakerem, ale były to prowadzenia indywidualne – treningowe, bądź na biegach zorganizowanych. Za każdym razem miałem z tego olbrzymią satysfakcję, więc postanowiłem spróbować z większą grupą. Organizator zaproponował mi poprowadzenie biegaczy na czas 42:30. Jakoś specjalnie nie przygotowywałem się do tego wydarzenia, ponieważ osiągnięcie takiego czasu to bieg z tempem średnim 4:15 – dość komfortowym dla mnie. Jedyne przygotowanie w takim przypadku to określenie strategii. I tu skorzystałem z posiadanych już doświadczeń i postanowiłem biec po prostu równym tempem (4:15) uśrednianym na pojedynczych kilometrach, z ewentualnymi lekkimi przyspieszeniami na zbiegach, żeby wyrobić sobie zapas na końcówkę. Zapas miał być buforem dla tych, którzy być może trochę osłabną na końcowym podbiegu oraz miał też stanowić gwarancję życiówek 🙂 O strategii musiałem opowiadać kilkukrotnie, ponieważ przed samym startem podchodziło do mnie bardzo wiele osób – albo się po prostu przywitać, albo właśnie podpytać o to „jak biegniemy”. Plan udało mi się zrealizować w stu procentach. Wbiegłem na metę z czasem 42:09 po naprawdę równym biegu (średnie tempo – 4:13 min/km). Był to wystarczający bufor i dla podbiegu i dla życiówek 🙂 Najpiękniejszy moment był właśnie już za metą. Podeszło do mnie kilkanaście osób żeby podziękować i w większości przypadków pochwalić się nową życiówką. Super sprawą jest mieć poczucie, że trochę im w tym pomogłem! meta Wyniki naszych zawodników: Andrzej Fabisiak 42:02 M50-16 Piotr Bułka 42:09 M40-85 Paweł Gryz 46:35 M40-279 Marta Lemieszka 46:44 K20-26 Mateusz Zawada 46:44 Jadwiga Gryz 48:01 K30-48 Agnieszka Nawrot 48:49 K40-19 Leszek Bielawski 48:50 M40-404 Aneta Mikulska 48:51 K30-63 Marcin Leśniak 48:53 M30-711 Mariusz Jarzębski 52:57 M40-721 Dorota Jarzębska 52:59 K40-76 Ewa Fabisiak 53:26 K40-85 Edyta Sadowska 53:29 K40-86 Piotr Diksa 1:01:23 M60-97 Joanna Paczuska 1:05:42 K40-388 Marzena Bakiera 1:05:48 K40-393]]>

2 komentarze

  1. Długonoga Gazela pisze:

    Haha Agnieszka, chciałam tylko zauważyć że masz dłuższy krok ode mnie a mnie nazywasz długonogą 🙂 dzięki za towarzystwo i super bieg 🙂

  2. Maciej Czyż pisze:

    Świetnie się prezentujecie w tych niebieskich kubraczkach! 🙂
    Mega! Brawa za nowe Personal Best! Za swoje i czyjeś 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *